Słowa mają zapach, zapach człowieka, pokolenia, młodości, dnia, godziny.
niedziela, 04 października 2009

Zapraszam na mój nowy blog:

http://bellydancers.blox.pl

08:58, maja_329
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 listopada 2007

tak bardzo cię kocham
mówiłam o tym wodzie
która biegła
po ostrym żwirze
mówiłam o tym
promieniom słońca
to harfa grała
pod moim oddechem
muzyka
owijała ziemię
jak warstwa powietrza
i moje płuca
śpiewały
tak bardzo cię kocham
ziemia pocięta
złoto błękitnie złoto
i nagła czerwień
jak arteria która pękła
wypływająca krew
ziemia
tak bardzo cię kocham
położyłam usta na korze
chropowata kora
odpowiedziała pieszczotą
pisklęta ptasie
zakrzyczały w gniazdach
tak bardzo cię kocham
cienie
ostre cienie
ulice miast puste
gwiazdy śpiewają
tak bardzo tak bardzo cię kocham

H. Poświatowska, *** tak bardzo cię kocham

środa, 21 listopada 2007

"Sarietka wśród owoców, w swym niedbałym stroju pięknej dziewczyny, była czarująca. Kędziory spadały jej na czoło jak gałązki winogradu. Obnażone ramiona, goła szyja, wszystko, co ukazywała nagie i różowe, miało świeżość brzoskwiń i czereśni. Dla zabawy zawiesiła sobie wiśnie na uszach, czarne wiśnie, które uderzały o jej policzki, gdy się schylała cała rozbrzmiewając śmiechem. [...] Zapach śliwek unosił się z jej kiecek. Niedbale związany szalik pachniał poziomką.

A w ciasnym kiosku dokoła niej był nawał owoców. W tyle, wzdłuż półek znajdowały się rzędy melonów, pokiereszowane od brodawek kantalupy, melony inspektowe niby szarą gipurą okryte, małpichleb o nagich guzach. Na straganie piękne owoce, delikatnie przyozdobione w koszach, na pół widoczne pod zasłoną liści, miały krągłość lic, co się kryją, oblicza dorodnych dzieci; zwłaszcza rumiane brzoskwinie z Montreuil, o cienkiej i jasnej skórze córek Północy, i żółte, spalone słońcem południowe brzoskwinie ogorzałe jak prowansalskie dziewczęta. Morele przybierały na mchu ciepłe bursztynowe tony jak u brunetek, które w zachodzącym słońcu grzeją swój meszkiem pokryty kark. Ułożone jedna przy drugiej czereśnie przypominały wąziutkie usta uśmiechniętej Chinki; czereśnie z Montmorency - przykrótkie wargi tęgich kobiet; angielki - usta poważniejsze i bardziej podłużne, ciemne wiśnie - pospolite ciało zmiażdżone od pocałunków; nakrapiane bielą i różem czerechy - śmiech zarazem radosny i gniewny. Ułożone w stos z architektoniczną symetrią jabłka i gruszki tworzyły piramidy, ukazując czerwień młodziutkich piersi, złociste ramiona i uda - całą dyskretną nagość wśród pędów paproci. Ich naskórek różnił się ubarwieniem: były to niemowlęce jabłuszka leśne, roztyłe rambury, kalwile w białej szacie, krwiste renety, nakrapiane czerwienią borowinki, jasne renety z rdzawymi plamkami; następnie odmiany gruszek: cukrówki, bergamoty angielskie, bery, janówki, przysadkowate lub podłużne diuszesy o łabędziej szyi lub ramionach apoplektyczek, żółtych, zielonych brzuchach, okraszone odrobiną karminu. Opodal przeźroczyste śliwki ukazywały swój wdzięk anemicznych dziewcząt; blade renklody i śliwki pańskie miały dziewiczy kolor świeżo zerwanego owocu, mirabelki przesuwały się jak złote paciorki zapomnianego w pudełku z wanilią różańca. Jagody, zwłaszcza poziomki zbierane w lesie, również wydzielały świeży zapach, aromat młodości, silniejszy niż pachnące ckliwą konewką truskawki. Maliny dołączyły swój zapach do tej czystej woni. Czerwone i czarne porzeczki, laskowe orzechy śmiały się mizdrząc się sprytnie; natomiast z brzegów wiklinowych koszy, ciężkie, syte z upojenia kiście winogron roniły jagody spalone żarem namiętnych pieszczot słońca.

Sarietka żyła tam jak w sadzie, wśród upojnych woni. W płaskich, zgromadzonych przed nią koszach, wyłożonych papierem, gniotły się tanie owoce: czereśnie, śliwki, poziomki, brudzące sokiem stragan, ostrym sokiem, co dymił w upale. Ona zaś w gorące lipcowe popołudnie czuła również i zawroty głowy, gdy otaczał ją potężny, piżmowy zapach melonów. Wówczas upita, ukazując więcej ciała spod szalika, ledwie dojrzała i cała świeża od młodości, kusiła usta budząc chęć kradzieży. To ona, jej ramiona, jej szyja dawały owocom miłosne życie, owo ciepło jedwabistej kobiecej skóry. W pobliżu jedna stara handlarka, okropna pijaczka, rozkładała na targowej ławie tylko pomarszczone jabłka, gruszki jak próżne obwisłe piersi, strupieszałe morele, w brudnożółtym kolorze jak czarownice. Ona zaś robiła ze swej wystawy wielką, nagą rozkosz zmysłową. Tam jej usta kładły po jednym całusy - czerwone wiśnie, jedwabiste brzoskwinie spadały z jej gorsetu, śliwkom użyczała swej najdelikatniejszej skóry, tej ze skroni, brody, z kącików ust; odrobina jej czerwonej krwi spłynęła w żyłki porzeczek. Ta ognistość pięknej dziewczyny roznamiętniała płody ziemi, których całe pokolenia kończyły swą miłość na posłaniu z liści w obitej mchem alkowie, na dnie koszyczków. Za jej kioskiem aleja kwiatów pachniała ckliwie przy tym rozkosznym aromacie, jaki wydzielał się z jej niedbałego stroju i otwartych koszy."

[E. Zola, Brzuch Paryża

środa, 05 września 2007

"Mój kochany zapytał mnie: czy chcesz pójść do nieba? Zechcę - odpowiedziałam - ale tylko wtedy, jeśli niebo jest ciepłe jak twoje ramiona, przestronne jak twój oddech i dzikie jak pocałunek."

H. Poświatowska, ***

wtorek, 05 czerwca 2007
piątek, 25 maja 2007

"Uliczki są jak strumienie górskie, mają ostry nurt i otwierają nieprzewidziane perspektywy. (...) Przeraźliwa cisza popołudnia. Rolety opuszczone, miasto śpi, domy też, pod tynkiem unosi się i opada zwolniony oddech kamieni. Pod bramą dwa czarne krzesła, jak trumny oparte u stolarza pod ścianą. Ulice są puste, tylko na murkach śpią koty. Dotknięte ręką otwierają oczy, w których - jak w zatrzymanych zegarach - zapisane jest nieruchomo południe wąską wskazówką źrenicy."

[Z. Herbert, Barbarzyńca w ogrodzie]

czwartek, 24 maja 2007
"Była to jedna z tych godzin, kiedy jest tak świetliście, że kurz widać w powietrzu i tak duszno, że każdego, kto wtedy znajduje się w domu, ogarnia zmęczenie."
niedziela, 06 maja 2007
    Bo i tu - i tam - za morzem - i wszędzie,
Gdzie tylko poszlę przed sobą myśl biedną,
Zawsze mi smutno i wszędzie mi jedno;
    I wszędzie mi źle - i wiem, że źle będzie.
            
J. Słowacki, W Szwajcarii [w. 429-432]
Nie bój się nocy - ona zamyka
drzewa lecące i ptasie tony
w niedostrzegalnych, mrocznych muzykach,
w przestrzeni kute - złote demony,
które fosforem sypiąc wśród blasku
wznoszą się białe, modre, różowe,
wznoszą się w lejach żółtego piasku,
w chmurach rzeźbione unoszą głowy.
Nie bój się nocy. Jej puchu strzegą
krople kosmosu, tabuny zwierząt:
oczy w nią otwórz, wtedy pod dłonią
uczujesz ptaki i ciche konie,
zrozumiesz kształty, które nie znane
przez ciebie idąc tobą się staną.
Nie bój się nocy. To ja nią wiodę
ten strumień żywy przeobrażenia,
duchy świecące, zwierząt pochody,
które zaklinam kształtów imieniem.
Ułóż wezbrane oczy w kołysce,
ciało na skrzydłach jasnych demonów,
wtedy przepłyniesz we mnie jak listek.
opadły w ciepły tygrysi pomruk.

K.K. Baczyński, Kołysanka

sobota, 28 kwietnia 2007
"Twierdzą bezbożnicy, że niedorzeczność jest normalna w Bibliotece i że sens (a nawet pokorna i zwyczajna spójność) jest niemal cudownym wyjątkiem. Mówią (wiem o tym) o "majaczącej Bibliotece, której przypadkowe woluminy narażone są na nieustanne niebezpieczeństwo zamieniania się w inne, i że wszystko one twierdzą, wszystkiemu przeczą i wszystko mieszają, jak jakieś bóstwo w delirium." Słowa te, które nie tylko ujawniają chaos, lecz również dostarczają nań przykładów, stanowią oczywisty dowód złego gustu i rozpaczliwej ignorancji."

[U. Eco, O bibliotece]
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29
BYKOM-STOP - Poprawna pisownia i ortografia w Internecie Nienawisci w Internecie - NIE!