|
niedziela, 04 października 2009
piątek, 30 listopada 2007
tak bardzo cię kocham H. Poświatowska, *** tak bardzo cię kocham
środa, 21 listopada 2007
"Sarietka wśród owoców, w swym niedbałym stroju pięknej dziewczyny, była czarująca. Kędziory spadały jej na czoło jak gałązki winogradu. Obnażone ramiona, goła szyja, wszystko, co ukazywała nagie i różowe, miało świeżość brzoskwiń i czereśni. Dla zabawy zawiesiła sobie wiśnie na uszach, czarne wiśnie, które uderzały o jej policzki, gdy się schylała cała rozbrzmiewając śmiechem. [...] Zapach śliwek unosił się z jej kiecek. Niedbale związany szalik pachniał poziomką. A w ciasnym kiosku dokoła niej był nawał owoców. W tyle, wzdłuż półek znajdowały się rzędy melonów, pokiereszowane od brodawek kantalupy, melony inspektowe niby szarą gipurą okryte, małpichleb o nagich guzach. Na straganie piękne owoce, delikatnie przyozdobione w koszach, na pół widoczne pod zasłoną liści, miały krągłość lic, co się kryją, oblicza dorodnych dzieci; zwłaszcza rumiane brzoskwinie z Montreuil, o cienkiej i jasnej skórze córek Północy, i żółte, spalone słońcem południowe brzoskwinie ogorzałe jak prowansalskie dziewczęta. Morele przybierały na mchu ciepłe bursztynowe tony jak u brunetek, które w zachodzącym słońcu grzeją swój meszkiem pokryty kark. Ułożone jedna przy drugiej czereśnie przypominały wąziutkie usta uśmiechniętej Chinki; czereśnie z Montmorency - przykrótkie wargi tęgich kobiet; angielki - usta poważniejsze i bardziej podłużne, ciemne wiśnie - pospolite ciało zmiażdżone od pocałunków; nakrapiane bielą i różem czerechy - śmiech zarazem radosny i gniewny. Ułożone w stos z architektoniczną symetrią jabłka i gruszki tworzyły piramidy, ukazując czerwień młodziutkich piersi, złociste ramiona i uda - całą dyskretną nagość wśród pędów paproci. Ich naskórek różnił się ubarwieniem: były to niemowlęce jabłuszka leśne, roztyłe rambury, kalwile w białej szacie, krwiste renety, nakrapiane czerwienią borowinki, jasne renety z rdzawymi plamkami; następnie odmiany gruszek: cukrówki, bergamoty angielskie, bery, janówki, przysadkowate lub podłużne diuszesy o łabędziej szyi lub ramionach apoplektyczek, żółtych, zielonych brzuchach, okraszone odrobiną karminu. Opodal przeźroczyste śliwki ukazywały swój wdzięk anemicznych dziewcząt; blade renklody i śliwki pańskie miały dziewiczy kolor świeżo zerwanego owocu, mirabelki przesuwały się jak złote paciorki zapomnianego w pudełku z wanilią różańca. Jagody, zwłaszcza poziomki zbierane w lesie, również wydzielały świeży zapach, aromat młodości, silniejszy niż pachnące ckliwą konewką truskawki. Maliny dołączyły swój zapach do tej czystej woni. Czerwone i czarne porzeczki, laskowe orzechy śmiały się mizdrząc się sprytnie; natomiast z brzegów wiklinowych koszy, ciężkie, syte z upojenia kiście winogron roniły jagody spalone żarem namiętnych pieszczot słońca. Sarietka żyła tam jak w sadzie, wśród upojnych woni. W płaskich, zgromadzonych przed nią koszach, wyłożonych papierem, gniotły się tanie owoce: czereśnie, śliwki, poziomki, brudzące sokiem stragan, ostrym sokiem, co dymił w upale. Ona zaś w gorące lipcowe popołudnie czuła również i zawroty głowy, gdy otaczał ją potężny, piżmowy zapach melonów. Wówczas upita, ukazując więcej ciała spod szalika, ledwie dojrzała i cała świeża od młodości, kusiła usta budząc chęć kradzieży. To ona, jej ramiona, jej szyja dawały owocom miłosne życie, owo ciepło jedwabistej kobiecej skóry. W pobliżu jedna stara handlarka, okropna pijaczka, rozkładała na targowej ławie tylko pomarszczone jabłka, gruszki jak próżne obwisłe piersi, strupieszałe morele, w brudnożółtym kolorze jak czarownice. Ona zaś robiła ze swej wystawy wielką, nagą rozkosz zmysłową. Tam jej usta kładły po jednym całusy - czerwone wiśnie, jedwabiste brzoskwinie spadały z jej gorsetu, śliwkom użyczała swej najdelikatniejszej skóry, tej ze skroni, brody, z kącików ust; odrobina jej czerwonej krwi spłynęła w żyłki porzeczek. Ta ognistość pięknej dziewczyny roznamiętniała płody ziemi, których całe pokolenia kończyły swą miłość na posłaniu z liści w obitej mchem alkowie, na dnie koszyczków. Za jej kioskiem aleja kwiatów pachniała ckliwie przy tym rozkosznym aromacie, jaki wydzielał się z jej niedbałego stroju i otwartych koszy." [E. Zola, Brzuch Paryża]
środa, 05 września 2007
"Mój kochany zapytał mnie: czy chcesz pójść do nieba? Zechcę - odpowiedziałam - ale tylko wtedy, jeśli niebo jest ciepłe jak twoje ramiona, przestronne jak twój oddech i dzikie jak pocałunek." H. Poświatowska, ***
wtorek, 05 czerwca 2007
piątek, 25 maja 2007
"Uliczki są jak strumienie górskie, mają ostry nurt i otwierają nieprzewidziane perspektywy. (...) Przeraźliwa cisza popołudnia. Rolety opuszczone, miasto śpi, domy też, pod tynkiem unosi się i opada zwolniony oddech kamieni. Pod bramą dwa czarne krzesła, jak trumny oparte u stolarza pod ścianą. Ulice są puste, tylko na murkach śpią koty. Dotknięte ręką otwierają oczy, w których - jak w zatrzymanych zegarach - zapisane jest nieruchomo południe wąską wskazówką źrenicy." [Z. Herbert, Barbarzyńca w ogrodzie]
czwartek, 24 maja 2007
"Była to jedna z tych godzin, kiedy jest tak świetliście, że kurz widać w powietrzu i tak duszno, że każdego, kto wtedy znajduje się w domu, ogarnia zmęczenie."
niedziela, 06 maja 2007
Bo i tu - i tam - za morzem - i wszędzie, Gdzie tylko poszlę przed sobą myśl biedną, Zawsze mi smutno i wszędzie mi jedno; I wszędzie mi źle - i wiem, że źle będzie. J. Słowacki, W Szwajcarii [w. 429-432] Nie bój się nocy - ona zamyka
sobota, 28 kwietnia 2007
"Twierdzą bezbożnicy, że niedorzeczność jest normalna w Bibliotece i że sens (a nawet pokorna i zwyczajna spójność) jest niemal cudownym wyjątkiem. Mówią (wiem o tym) o "majaczącej Bibliotece, której przypadkowe woluminy narażone są na nieustanne niebezpieczeństwo zamieniania się w inne, i że wszystko one twierdzą, wszystkiemu przeczą i wszystko mieszają, jak jakieś bóstwo w delirium." Słowa te, które nie tylko ujawniają chaos, lecz również dostarczają nań przykładów, stanowią oczywisty dowód złego gustu i rozpaczliwej ignorancji." [U. Eco, O bibliotece] |
Ostatnie notki
Zakładki:
Taniec brzucha
Tribal bellydance music / muzyka do tribalu [subiektywny wybór]
Zapach poezji
Zapachy innych książek
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||